Archiwum wydarzeń - lipiec 2012: fotogaleria 581.
Trzcianka, 28 lipca 2012 r.

Koncert jazzowy:
Komeda Project USA – „REQUIEM” w kościele pw. św. J. Chrzciciela
w Trzciance
   

fot. ks. Zbigniew Welter MS
tekst: Bogdan Ratajczak i Redakcja
Módlmy się śpiewając i modląc się śpiewajmy.
(św. Augustyn)

W sobotę, 28 lipca, o godz. 20.00 w naszym kościele ponownie rozbrzmiała muzyka. Po arcydziełach muzyki klasycznej i utworach muzyki dawnej, tym razem mieliśmy okazję posłuchać prawdziwych pereł muzyki jazzowej w najlepszym swiatowym wykonaniu.
Redakcja

Komedowskie „Requiem” w wykonaniu Komeda Project to tytuł trzcianeckiego koncertu jaki ten amerykanki kwintet z Nowego Jorku przygotował specjalnie na jedyny wieczór, jaki w ramach „Komeda Project USA – Polish Summer Tour 2012”, został zaprezentowany w Polsce. To dla nas duże wyróżnienie i powód do chluby, a także żywy dowód na to, że jeżeli jest determinacja w dążeniu do realizacji niebanalnych i istotnych przedsięwzięć wszystko jest możliwe.

Zabiegi o przyjazd nowojorskiej formacji jazzowej Komeda Project do Polski, a przy okazji o ich koncert w Trzciance trwały cztery lata. Jednego z liderów zespołu – Krzysztofa Medynę – Trzcianka miała już możliwość podziwiać w trakcie jego koncertu w 2009 roku, gdy wraz z amerykańskim wiolonczelistą Timothym Imlayem zaprezentowali się w sali kina Serenada w ramach koncertu „Różne oblicza jazzu”. Wówczas z ust Medyny padło stwierdzenie, że jeżeli kiedykolwiek dojdzie do trasy koncertowej zespołu Komeda Project po Polsce, nasze miasto będzie na pewno uwzględnione i potraktowane na specjalnych warunkach. Lata mijały, szereg różnych problemów nie pozwalał na realizację zamierzenia, ale w końcu słowo stało się ciałem.

Komeda Project, to kwintet utworzony w Nowym Jorku przez dwóch muzyków z Polski (znanych choćby z działalności w ramach szczecińskiej formacji Breakwater, odnoszącej sukcesy w Jazzie nad Odrą w 1979 – solowy triumf K. Medyny i zwycięstwo zespołowe!), emigrantów okresu stanu wojennego – saksofonisty Krzysztofa Medyny i pianisty Andrzeja Winnickiego, uzupełnianych (norma w świecie jazzu dość powszechna) przez zmieniających się, jednak zawsze wybitnych instrumentalistami amerykańskimi z którymi nagrali dwie znakomite i wysoko notowane na rynku amerykańskim płyty: „Crazy Girl” (2006) i „Requiem” (2009), promujące w USA (a więc i na całym świecie) kompozycje Krzysztofa Komedy. Przykład godny naśladowania, niestety chyba jedyny, co stawia polskich muzyków w zupełnie specjalnym świetle, jako ważnych animatorów życia kulturalnego Polonii w Stanach Zjednoczonych oraz bez urzędowego nadania, mianuje ich ambasadorami polskiej kultury w świecie.

Idea układania programu „REQUIEM” bazowała na wykorzystaniu kompozycji Krzysztofa Komedy „Night-time, Daytime Requiem”, którą nasz genialny jazzman skomponował i poświęcił saksofoniście Johnowi Coltrane’owi (zmarłemu w lipcu 1967) – jednemu ze swych muzycznych mentorów. Z obowiązku kronikarskiego dodam, że kompozycję tę premierowo wykonał Kwartet Komedy ( obok lidera: T. Stańko, R. Carlsson i R. Dyląg) tylko jeden raz w Filharmonii Narodowej w Warszawie w trakcie Jazz Jamboree ’67. I potrzeba było aż przyjazdu muzyków zza oceanu, aby po 45 latach zaprezentować go po raz wtóry w naszym kraju.

Mówiąc o Komeda Project należy, choćby pokrótce, wyjaśnić kto stoi za nazwą zespołu, ale jednocześnie również za ideą krzewienia w USA bogatej spuścizny Komedy – naszej, niekwestionowanej legendy jazzu i muzyki filmowej. Podstawą składu są polscy jazzmani–emigranci, którzy utworzyli zespół w 2003 roku i nadali mu nie tylko nazwę, ale i profil artystyczny. Na polską letnią trasę koncertową zaprosili współpracującego z nimi basistę Dona Falzone (grał z czołówką jazzową NY, oraz osobowościami sceny rockowej) i trębacza Johna Baileya (łatwiej pewnie byłoby wymienić z kim i nie koncertował i nagrywał niż tych, którzy uznali jego światową klasę). Do tego dokooptowano 20. letniego perkusistę Michaela Winnickiego (drugie pokolenie emigracji stanu wojennego) w środowisku określanego mianem „Polskiego Tonny’ego Williamsa” – obecnie studenta trzeciego roku akademii muzycznej w klasie perkusyjnej – na wydziale muzyki klasycznej i jazzowej.

Miejsce koncertu – kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela w Trzciance – wybrane zostało nie przypadkowo, a wszystko przy aprobacie, powiem wręcz entuzjazmie, proboszcza Parafii ks. Kazimierza Przybycienia (bez wahania wyraził zgodę na koncert w murach świątyni oraz gościł muzyków w domu parafialnym), a także hojności niezawodnych i sprawdzonych wielokrotnie sponsorów, którzy przez te kilka lat obecności jazzu w Trzciance, uwrażliwili się na dźwięki synkopowanej muzyki. Swoją cegiełkę dołożyli partnerzy organizacyjni UM Trzcianki oraz TDK oraz wielu ludzi, którzy bezinteresownie i anonimowo włączyli się w organizację i wsparli jego realizację.

Koncert zatytułowany po prostu: „REQUIEM” zabrzmiał tego letniego wieczoru w postaci misterium dźwiękowego. Wybitne walory takich kompozycji Komedy jak: podniosła i mistyczna „Litania”, którą zespół rozpoczął, następnie ponad dwudziesto minutowa kompozycja, będąca osnową wydarzenia, pełna melancholii i zadumy „Night Time, Daytime Requiem” (świetne unisono sekcji dętej oraz rewelacyjne solo basisty), zaprezentowane w architektonicznym entourage’u wnętrza naszego neobarokowego kościoła, okazały się być dostojnym i odświętnym wydarzeniem z wielkim wyczuciem wykorzystującym naturalny pogłos i akustykę jego wnętrza. Mam nadzieję, że dla wielu o charakterze wręcz muzyczno–mistycznym. Ale to efekt klasy muzyków oraz doświadczenia i wielokrotnego grania w licznych kościołach wschodnich stanów USA, gdzie podobne koncerty zespół dawał od lat. Trudna sztuka grania akustycznego, ale mieliśmy przecież do czynienia z doświadczonymi i renomowanymi indywidualnościami, którzy wielokrotnie dowodzili, że należą do ścisłej czołówki światowego jazzu. Spektaklowi nadało to rangę wydarzenia artystycznego wielkiego formatu, godnego każdej krajowej czy wręcz światowej sceny.

Licznie zebrana widownia (mimo niesprzyjającej aury, konkurencji rozpoczętej olimpiady w Londynie, weekendu czy pielgrzymki parafialnej) dotarło bowiem około 150 wiernych i wyrobionych miłośników jazzu (byli słuchacze ze Szczecina, Poznania, Piły, Złotowa, Wałcza, Czarnkowa czy Człopy) z wielkim znawstwem reagowało na kolejne propozycje repertuarowe: „Ballad For Bernt” (dedykowana saksofoniście Berntowi Rosengrenowi) z filmu „Nóż w wodzie”, „Crazy Girl” z cytatem z najbardziej rozpoznawalnej kołysanki „Rosemarys Baby”, kultową i uznaną za jazzowe dzieło „Astigmatic” oraz kończącą ten niecodzienny koncert kompozycję Andrzeja Winnickiego „Is That Your Final Answer?” z porywającym solem perkusyjnym Michaela Winnickiego. Nie mogło zakończyć się bez bisu i... tu małe, ale jakże urocze zaskoczenie, bo zespół zagrał utwór „z innej bajki” – światowy standard Paula Desmonda „Take Five”, jednak w jakże innej aranżacji, dając popis indywidualnych umiejętności poszczególnych instrumentalistów. Długie brawa na stojąco, drobne prezenty promocyjne i... koncert można śmiało zapisać w kronikach jako najlepszy w historii prezentacji jazzu w Trzciance.

Jeżeli ktokolwiek chciałby się do czegokolwiek „przyczepić”, uznam go za ignoranta i osobę, która przypadkowo trafiła nie w to miejsce. I mam pewność, że nie pozostanę w tym surowym osądzie osamotniony.

Wielbiciele talentu Komedy krótko po kwietniowych, całomiesięcznych „Dniach Komedy w Trzciance” mieli kolejne, piękne spotkanie z profesjonalistami z najwyższej światowej półki jeśli chodzi o muzykę jazzową. Ten poziom jest od lat utrzymywany na kolejnych „Dniach Jazzu w Trzciance”. Trudno tego nie dostrzec, a szkodą wielką byłoby zaprzestać ich kontynuacji. Mam przekonanie, zawsze potwierdzane zarazem liczną frekwencją jak i rozmowami z fanami jazzu w Trzciance, aby dążyć do tego, by krąg zainteresowanych tym gatunkiem muzycznym z roku na rok rósł w siłę, a jest ku temu odpowiedni klimat i czas.

Takie rarytasy jak ten koncert powinny stać się normą (bo się znakomicie sprawdzają i rozbudziły oczekiwania na ciąg dalszy) i wpisać na stałe w kalendarz imprez miejskich, popularyzujących tak jazz, jak i kulturę wysoką – w tym przypadku było to tożsame. Wierząc, że Trzcianka jest miastem godnym takiej kultury i w niczym nie ustępuje Chodzieży (która przed laty – najstarsze warsztaty jazzowe w tej części Europy! – postawiła na jazz i na pewno na tym promocyjnie nie traci, a artystycznie zyskuje), po raz kolejny apeluję do decydentów, mających wpływ na podjęcie takiej decyzji, podnoszącej poziom trzcianeckiej kultury i dającej melomanom możliwość obcowania ze sztuką najwyższych lotów.
Bogdan Ratajczak – animator koncertu